Wpływ wyborów samorządowych na opłatę adiacencką

opłata adiacencka, wybory samorządowe, czy można uniknąć opłaty

Czy wybory samorządowe mogą mieć wpływ na konieczność uiszczania opłaty adiacenckiej? Ta z pozoru prozaiczna wątpliwość - nasuwająca jednoznaczną, przeczącą odpowiedź – w rzeczywistości może okazać się bardziej złożonym zagadnieniem, które przeanalizujemy na łamach niniejszego artykułu.

Wszyscy mamy świadomość znaczenia wyboru lokalnych władz do rady gminy, powiatu i województwa, lecz nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że konsekwencją dokonanych wyborów może być diametralnie inna polityka naszej gminy w zakresie tzw. innych danin publicznych, do których zaliczamy opłatę adiacencką.

Opłata adiacencka – co to takiego?

Na wstępie warto zaznajomić się z definicją opłaty adiacenckiej, jeśli nie jest ona jeszcze w pełni klarowna.

Historia wyborów

Wróćmy do wyborów samorządowych. Wyobraźmy sobie, że pełniący urząd wójt (skądinąd bardzo dobry gospodarz przez ostatnie 4 lata swojej kadencji) ponownie startuje w wyborach. W ramach prowadzonej kampanii ma nowe pomysły na rozwój gminy i zapewnia, że jego dotychczasowa ,,polityka fiskalna’’ nie ulegnie zmianie. My głosując na niego jesteśmy przekonani, że nie dosięgnie nas widmo związane z rzeczoną opłatą adiacencką. Zapominamy jednak o starej prawdzie, że nic nie trwa wiecznie, a dokonywane przez ogół wybory przedstawicieli władz samorządowych rządzą się swoimi prawami, które niejednokrotnie sprowadzają się do przysłowiowej ,,kiełbasy wyborczej’’. Koniec końców wybory wygrywa osoba mająca zupełnie inną koncepcję rozwoju gminy.

Bywa tak, że części obietnic wyborczych - nawet tych abstrakcyjnych i mało użytecznych z punktu widzenia całej lokalnej społeczności - trzeba dotrzymać. Na takie właśnie obietnice ciężko nowemu włodarzowi wygospodarować pieniądze ze skromnego budżetu gminy, którego prowizorium prawdopodobnie było uchwalone przez „starą radę gminną”.

Nowy szef gminy staje przed dylematem skąd szybko pozyskać środki na realizację obiecanych projektów. Wszak fundusze unijne wymagają żmudnej procedury i nie dają gwarancji pozyskania. Natomiast z oszczędności wypracowanych przez kilkanaście tygodni spraw tych się nie załatwi.

Nowy gospodarz – nowe pomysły

I tu pojawia się pomysł - sięgnąć do kieszeni wyborców po pieniądze z opłaty adiacenckiej. A sięgnąć można aż 3 lata wstecz. Obowiązek zapłaty tej należności przedawnia się z upływem 3 lat od dnia, w którym decyzja zatwierdzająca projekt podziału stała się ostateczna lub od dnia stworzenia warunków podłączenia nieruchomości do urządzeń infrastruktury technicznej albo wybudowania drogi.

W tym miejscu pojawia się pytanie do czyjego portfela w pierwszej kolejności rękę włoży ,,sprawiedliwość fiskalna’’. Prawdopodobnie do tych osób, których podziały były dokonywane najdawniej, niewykluczone również, że zawiadomienie o wszczęciu postępowania dostaną właściciele nieruchomości położonych na terenach, które w większości nie udzieliły poparcia aktualnym władzom, bo korzyść wyborcza z takich osób marna.

Nieuzasadnione lęki

Zaczyna więc nas nurtować pytanie dotyczące opłaty adiacenckiej: skoro muszę ją uiścić to dlaczego mam się jej obawiać? Opłata adiacencka ustalana jest w toku postępowania administracyjnego. Postępowanie to toczy się w ramach precyzyjnych i jasnych przepisów, które dają możliwość czynnego w nim udziału oraz podejmowania wszelkiej inicjatywy dowodowej. Zatem nawet gdyby okazało się, że operat szacunkowy sporządzony przez rzeczoznawcę majątkowego, który od lat robi wyceny na zlecenie gminy, jest mocno zawyżony, a rzeczoznawca w swojej bazie nieruchomości podobnych przedstawia te o wartościach nie występujących na naszym lokalnym rynku, mamy możliwość - najlepiej przy pomocy profesjonalnego pełnomocnika - zweryfikować ten dowód pod kątem spójności, logiczności i rzetelności.

Przedstawiony powyżej mechanizm proszę traktować jak fikcję literacką, która się nigdy nie zdarzyła, lecz jak w każdej historii, asumpt do jej napisania dało życie.